fbpx Skip to content

„O tańcu nie da się pisać (…), taniec trzeba tańczyć.” – historia trenerki Asi

          Tancerką zostałam przez przypadek… Moja przygoda z tańcem zaczęła się od tego, że w moje ręce (nie pamiętam jak) trafiło kilka filmów Bollywood. Kolorowe stroje hindi, wesołe piosenki, dużo dźwięcznych bransoletek – spodobał mi się klimat tych historii… do tego stopnia, że zaczęłam szukać zajęć z tańca Bollywood. Niestety okazało się, że tego typu kursy odbywają się późnymi wieczorami, a dojeżdżałam wtedy z miejscowości pod Krakowem, skąd transport był nieco ograniczony. Na szczęście 2 godz. wcześniej w grafiku był taniec brzucha. Stwierdziłam, że „lepszy rydz, niż nic”. Tak to się zaczęło… i tak już zostało. 😉 

Regularne zajęcia, pierwsze kostiumy, zawody… nie było łatwo. Często byłam zmęczona dojazdami. Sama zbierałam pieniądze na stroje i wyjazdy. Jednak pomimo pewnych niedogodności lata mijały, a ja wciąż tańczyłam. Dlaczego? Sama nie wiem. Myślę, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka prosta.

Wiele razy marzyłam, żeby stanąć na scenie z najpopularniejszymi tancerkami na świecie, zdobyć mistrzostwo, pokazać się w międzynarodowym konkursie. Chciałam czegoś więcej, a za chwilę nagle z tego rezygnowałam. Moja miłość do tańca gasła i zapalała się na nowo. Przeczytałam kiedyś cytat, który mówił, że jak już raz zaczniesz tańczyć, to nigdy nie przestaniesz… i chyba właśnie o to chodzi.

Tańczę gdy mi smutno, gdy chce mi się płakać, gdy się cieszę, gdy świętuję, gdy chcę poczuć się bardziej kobieco, gdy chcę się wyżyć, zmęczyć i spocić. Tańczę gdy potrzebuję wyrzucić z siebie emocje i zrozumieć to, kim jestem i co czuję. W świecie, w którym wymaga się od nas byśmy byli rozważni i silni. W świecie którym rządzi pośpiech – taniec dał mi WOLNOŚĆ!

Ty też możesz znaleźć aktywność dla siebie. Nie ma znaczenia czy będzie to bieganie, pływanie, jazda na rowerze, itd. Gdy już poczujesz, że któraś z tych form ruchu daje Ci szczęście – już nigdy nie odpuścisz całkowicie. Będziesz wracała właśnie dla tego uczucia.

No ale… skoro ćwiczę na siłowni i moja forma jest w porządku, to po co jeszcze dokładam sobie treningów tanecznych?
Myślę, że to zależy od podejścia. Fakt, że fizycznie jest to dodatkowy „wycisk”, ale psychicznie wówczas odpoczywam. Tańcem urozmaicam sobie trening. Dzięki niemu zyskuję płynność ruchów, elastyczność ciała, kobiecy wdzięk. Równie dobrze mogłabym biegać, albo kręcić dodatkowe cardio na rowerku… jednak ja wybrałam taniec. 🙂

To po co siłownia?
Taniec wbrew pozorom wymaga od osoby praktykującej niezłej kondycji. Aby tancerz/tancerka mogła płynąć po scenie, najpierw musi „spłynąć na sali w strugach potu”.

           A co z moimi marzeniami: wielka scena, zawody, spektakle?
W swoim życiu poznałam wiele wybitnych tancerek i mam do nich naprawdę ogromny szacunek, bo wiem, ile wysiłku musiało je kosztować dotarcie do tego miejsca. Są to wspaniałe osoby z ogromnym talentem, ale także niewyobrażalną determinacją do ciężkiej pracy.
Mam nadzieję, że kiedyś im dorównam. Póki co, powoli, w swoim tempie staram się te swoje postanowienia realizować. Ale nie czuję presji. To, na czym najbardziej mi zależy otrzymuję od tańca za każdym razem kiedy włączam muzykę – wolność. 🙂

 

Autor: Joanna Hoszowska

Asia

Published inMotywacjaTrening